2 sierpnia 2010

kolejna odsłona różowych szarawarów=)

No i znowu są. Moje ulubione spodnie, przynajmniej jeśli chodzi o fason. Dzisiaj w bardziej optymistycznej wersji niż tutaj.
Chyba jestem za duża i ani samowyzwalający aparat, ani mój osobisty mężczyzna nie są mnie w stanie zmieścić w kadrze. Trudno.
Dzisiaj do domu wróciła moja mama z trzema torbiszczami ubrań, które upolowałyśmy w dwóch ciucharniach w naszej małej wsi przez ostatnie dwa tygodnie. Swoją drogą, to okropne, że w miejscu, gdzie jeździmy, aby odpocząć od zgiełku miasta, w tym od zakupów, otwierają się dwa ciucholandy, w których rzeczy angielskich firm (Marks&Spencer, Atmosphere, NewLook) można kupić za mniej niż 10zł... Nasz zakupoholizm się stanowczo pogłębił, ale za to pokarało nas dzisiaj, kiedy przyszło te sterty prać i prasować....




alladynki: Shiva (30zł), top: sh (4zł), kamizelka: sh (8zł)


8 komentarzy:

  1. te szarawary są piękne ale to już pisałam, za to dziś widzę cudny piec kaflowy który był moim marzeniem od kiedy po raz pierwszy czytałam Jeżycjadę:D
    podobno najlepsze szmateksy są właśnie w małych miasteczkach i na wsiach, ale jeszcze nie miałam okazji do żadnego zajrzeć

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podoba mi się ta wersja : ] pokaż wszytskie upolowane łaszki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A pokazuj je nawet częściej, bo im się należy prezentacja do oporu - świetne są!

    OdpowiedzUsuń
  4. Znam ten ból. Gdy ide z mama do ciuchlandu nigdy nie wychodzimy z mała jednorazówka a z wielka jak nie ogromną torbą. Cóż.. choroba genetyczna ;)

    http://subiektywnie1606.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pod hasłem 'ulubione spodnie' znajduję u siebie w szafie legginsy, o ile można to nazwać spodniami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie sie bardziej podobały we wczesniejszym wydaniu ! :)

    OdpowiedzUsuń

to NIE jest miejsce na Twoją reklamę! Komentarze z linkami do aukcji itp. będą usuwane.

Za wszystkie inne komentarze serdecznie dziękuję=)