5 stycznia 2011

część druga tego, co było w części pierwszej

Jestem chochlikiem i kradnę zdjęcia. Te ukradłam Monice i przyznaję się do tego bez bicia. Usprawiedliwię się tylko tym, że o zgodę zapytałąm, ale nie czekałam na odpowiedź;)

Udało mi się w przepastnym facebook'owym albumie Moni wynaleźć kilka moich zdjęć, które właśnie tu zamieszczam. A że w kadr się wkradł chochlik dredziaty z robalem na ręce, to już wina całkowicie nie moja i zazaleń z jego strony nie przyjmuję. Jest on zresztą wiernym moim czytelnikiem i fanem zresztą chyba też (...retoryczne), zatem gratyfikacje w postaci blogowej publikacji dostaje. Tymbardziej, że w ostatnim okresie ubierać się zaczął lepiej niż ja. Dodam, że są to chyba nasze jedyne wspólne zdjęcia, jakie mamy;)

Kreacja moja sylwestrowa nie powalała, nie olśniewała i w sumie to jej nie było. Jedynym godnym uwagi jest podkoszulek koloru najlepszego (zgniła zieleń), który przyjechał ze mną z Hiszpanii,a z rąk piratów wykupiłam go za 3euro. Jest dosyć problematyczny, bo te wszystkie poplątane łańcuchy są do niego przyszyte i nie wiadomo jak to wyprać. Zresztą po co rozpisuję się o czymś, czego nie widać??

Wyprzedaży też nie widać, posucha okropna. Chociaż dzisiaj zaszalałam i kupiłam sobie bluzkę z długim rękawem za kwotę, którą ewentualnie mogę przeboleć- 10zł. Tyle samo kosztowały mnie mitenki. Pluję sobie w brodę i gryzę podeszwy (frazeologotwórstwo), że taka byłam ascetyczna i opanowana w związku z wyprzedażami, że inne łanie haemowe wyżarły mi wszystkie sukienki, które w lecie opanują cały świat! Też chciałam się do tego przyczynić i dać dom jednej z nich, ale było już za późno...Nic to! Jutro napieram na Warszawę i wcale niespecjalnie obejdę wszystkie możliwe haemy, aby nadrobić zaległości;) A jak się nie uda? Będę toczyć wewnętrzną walkę sama ze sobą.

Za długość notki powinnam zostać skazana, powieszona i podtopiona, a na koniec zawartość szafy mej winna być spalona. Przepraszam, że zmuszam Was do czytania, ale jak nie ma na co popatrzeć, to niech chociaż będzie co poczytać.

Ej, no właśnie! o Warszawie już pisałam! Spędzę tam najbliższe 4 dni. Może mogłybyście polecić mi jakieś zaczarowane miejsca? Knajpki, ciucholandy warte odwiedzenia...





To zdjęcie lubię okrutnie!

Na tym głównie opierały się nasze spacery. Focić, focić, focić!=) Fajnie, że dzięki Moni i Radkowi miałam okazję w końcu przejść się krakowską kładką zakochanych (wiecie, kłódki, inicjały i te sprawy).

4 komentarze:

  1. ta fotka, którą lubisz jest super:)
    Warszawskie hamy ogołocone- byłam przedwczoraj w jednym i było słaboo, choć gdzie niegdzie jakaś kiecka mignęła
    fajna kawiarnia- czuły barbarzyńca, pyszna gorąca czekolada, w centrum, niedaleko buwu na którym jest ten piękny ogród- ale w zimę podobno zamknięty

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja lubię Twoją fotkę :)

    zapraszam do siebie :)
    http://www.justherfashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. A ten Twój chochlik ma coś fajnego na ręku, mogę zapytać co to jest dokładnie? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Those pics are really cool! I love the last one!
    xx

    Henar
    ...OH MY VOGUE!

    OdpowiedzUsuń

to NIE jest miejsce na Twoją reklamę! Komentarze z linkami do aukcji itp. będą usuwane.

Za wszystkie inne komentarze serdecznie dziękuję=)