10 sierpnia 2011

niczym kolorowy motyl, który chciał opowiedzieć historię...

W związku z dzisiejszą prezentacją mej cudnej, kolorowej sukienki pragnę przytoczyć pewną historię, która miała miejsce podczas jej kupowania;) Gdzieś już kiedyś o tym wspominałam, ale szukać mi się nie chce, a i Wy na pewno nie wiecie o co chodzi...
Sukienka ta, jej krój i wzór podobały mi się już dawno, spodobały się jeszcze bardziej, kiedy czerwony kartonik oznajmił mi, że mogę ją mieć za 40 złotych. Chwyciłam swój rozmiar pod pachę bardzo szybko (wiecie jak to jest, jak czegoś zapragniecie, odzywa się taka niepewność, że nagle wszystkie kobiety w sklepie tego zapragną i rzucą się na to nie zostawiając ani jednej sztuki) i poleciałam do przymierzalni. Tam okazała się rzecz straszna. Sukienka leży okropnie, jak worek na ziemniaki, nie ma kształtu, pogrubia, a do tego z tyłu wychodzi stanik. Rozum wziął górę nad Sercem (w końcu!) i sukienka została odłożona. Jednak siedziała ona w mej głowie przez cały dzień, zamęczałam nią kogo się dało, mówiąc jaka jest cudowna, ale nie dla mnie...siedziała i drugi dzień i kiedy Rozum poszedł spać wyskoczyłam znów do siedziby Zła (h&m), znów ją przymierzyłam, znów z tym samym skutkiem (tanio, okazja, ziemniaki polecam!), ale tym razem poszłam z nią do kasy (zagarniając przy okazji jeszcze ). W domu kolejna próba dopasowania jej do siebie wywołała pewną refleksję (dosyć rasistowską, ostrzegam): "Jak do cholery jasnej ja mam sobie zapiąć te haftki na plecach, przecież powinni do każdej sukienki Murzyna dokładać!" Nagłe olśnienie, Rozum się obudził, pewien wstyd i zażenowanie, a po chwili ogromna radość zakończona krzykiem. Jakże cudownie było założyć sukienkę przód na przód;) i cieszyć się tym, jak cudnie układa się na mym ciele, zlewa się w idealnie skrojoną, kolorową powłokę, a haftki nagle znalazły takie miejsce, gdzie bez problemu (i pomocy) można je zapiąć. Tak oto historia zakończyła się happy endem, a jedynym problemem stojącym na drodze naszej miłości (tzn. mojej i sukienki, a nie np. mojej i Murzyna, a tym bardziej Murzyna i sukienki...) stała się pogoda, która bezlitośnie nie pozwalała nam cieszyć się sobą.
Koniec. Tak wiem...Uwielbiacie me przydługie, nudne historie bez morału;)

Szkoda, że zdjęcia nie oddają tak bardzo, jak do siebie pasujemy;)

EDIT: Oj, Kochane, nie zrozumiałyście. Ja nie noszę jej tył na przód, tylko pomyliłam się w przymierzalni tak ją zakładając a w domu uzmysłowiłam sobie, że nosi się ją odwrotnie;)









sukienka: h&m (40zł), sandały: CCC (39zł), bransoeltka: h&m (allegro, 12zł), pierścionek: katherine.pl


Dziękuję Wam serdecznie, że wpadacie na mojego bloga! 100 obserwujących to dla mnie bardzo wiele, przekroczyliśmy tę magiczną liczbę i mam nadzieję, że będzie Was z czasem coraz więcej:)
Liczę, że miło spędzacie czas na moim kawałku Internetu:)

FACEBOOK: KLIK
PIOSENKA NA DZIŚ: KLIK

16 komentarzy:

  1. sukieneczka jest cudowna! Zauroczyła mnie, ma śliczne kolory!! :)
    Masz śliczny uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super wyglądasz!!!

    www.kdcloset.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. sukienka jest świetna ma piękny kolorek a Twój pomysł na nią i historia genialna;)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. haaaaah :D zamiast czytać wolałam sobie przypomnieć jak mi to opowiadałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Sukienka ma świetne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hehe dobra jesteś:P najważniejsze,że jest szczęśliwe zakończenie:) świetnie w niej wyglądasz:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sukienka ma świetne kolory - pasują Ci do fryzurki;) I widzę ciekawy tatuaż na plecach.... zdradzisz co to jest dokładnie?

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja lubię Twoje historie, wywołują u mnie uśmiech (nawet nie trzeba było dokładać do tej sukienki Murzyna, bo wygląda naprawdę dobrze!)

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowny pierścionek!:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. ta sukienka jest świetna! :) bardzo mi się w niej podobasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. piękne kolory!
    śliczna biżuteia ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. haha, uwielbiam takie dramatyczne historie o zakupach. ; D i doskonale znam to uczucie szału wyprzedażowego, kiedy zdaje Ci się, że koniecznie musisz dorwać TĘ rzecz, bo zaraz wszystkie kobiety przy wieszakach też będą ją chciały mieć. ; )
    a sukienka jest świetna, nigdy bym nie powiedziała, że nosisz ją "tył-na-przód", bo genialnie leży. : ))

    OdpowiedzUsuń
  13. wooooow!! moja droga wyglądasz cudownie!!! ta sukienka chyba była stworzona specjalnie dla Ciebie :) ekstra!!! napatrzeć się nie mogę

    OdpowiedzUsuń

to NIE jest miejsce na Twoją reklamę! Komentarze z linkami do aukcji itp. będą usuwane.

Za wszystkie inne komentarze serdecznie dziękuję=)