17 czerwca 2013

Być FIT: Wstęp





Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam troszkę o mojej przygodzie z odchudzaniem...wróć- ze zdrowym trybem życia. "Czemu niby taki ktoś jak ona, z nogami niczym serdle (bo serdelki to za mało) i boczkami wylewającymi się poza linię spodni, może mi mówić cokolwiek na temat zdrowego odżywiania?!" Myślicie tak? Ano pewnie, może i macie rację. Ja jednak udowodnię Wam, że mogę i mam troszkę w tym temacie do powiedzenia i podzielenia się moją "tajemną wiedzą" z Wami....

Zaznaczyć jedynie chciałam, że ta moja wiedza nie ma formy naukowej, nie jest poparta badaniami i nie chciałabym, aby była traktowana jako prawda jedyna i najprawdziwsza, a wyłącznie jako inspiracja i motywacja  do działania=)

Zatem, zaczynamy...
Jak wiadomo nie od dziś, nie jestem jedną z typowych blogerek o wymiarach modelek. Nie mam nóg do nieba, szczupłej talii, a kości otulone tłuszczykiem ani myślą, żeby wybić się pod powierzchnię skóry. Nie było mi z tym źle. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że lubiłam swoje krągłości i fakt, że w zimie nie marznę tak bardzo, jak panie w rozmiarze "0". Do czasu... Przyszedł pewien moment, kiedy po prostu wpadłam w zamknięty krąg... Jadłam, było mi z tym źle, więc...jadłam więcej na pocieszenie... Nie wiadomo kiedy wszystkie ciuchy stały się podejrzanie zbyt opięte, a wychodzenie po schodach doprowadzało do zadyszki (małej, ale jednak). No i złapałam doła. Nie ma co ukrywać, przestało mi być dobrze samej ze sobą, a może raczej "w sobie". Postanowiłam działać!

...I można powiedzieć, że na postanowieniu się skończyło. Potrzebowałam ponad roku, aby powiedzieć sobie "Tak! To jest właśnie ten dzień, kiedy zaczynam zmianę! Zamiast białych bułeczek zjem jogurt z otrębami." Wcześniej podchodziłam do wszelkiej aktywności fizycznej jak pies do jeża. Nigdy nie zapomnę początków z Ewcią, kiedy w naszym ówczesnym, maleńkim pokoiku wylewałam z siebie siódme poty (15 minut to wszystko, co mogłam z siebie wykrzesać), a jakiś chochlik na kanapie wybuchał śmiechem, jakby zobaczył conajmniej ćwiczącego niedźwiedzia w ZOO (no dobra, sama bym się śmiała KLIK). Jednak dzięki tym trudnym początkom miałam siłę i wiarę, że się (w końcu...kiedyś...) uda!...O tym czy mi się udało, a może nadal udaje, będę Wam pisać. Mam nadzieję, że znajdzie się choć jedna osóbka, która będzie to czytać (i nie będziesz to Ty, mój Jakubie:*), a najskrytszym moim pragnieniem jest, aby ktoś odłożył laptopa i machnął jakiś secik ćwiczeń, albo chociaż poskakał do ulubionej piosenki.

Co mnie zmotywowało do działania?

  • Kiedy mój chłopak na "sesji" na bloga mówił coraz bardziej dosadnie: "brzuch! nogi! pupa!" wciągając przy tym głośno powietrze i wypinając klatkę piersiową do przodu. Sama mu kazałam, no to mam. Przyszedł jednak ten moment, kiedy pomyślałam sobie: "Kurczę! Nie chcę tak. Chcę wychodzić fajnie na zdjęciach, nie dlatego, że się dobrze ustawię, a dlatego, że taka jestem!"
  • Otwierasz szafę i nie wybierasz ciuchów, na które akurat masz ochotę, a takie, w których będziesz wyglądać możliwie jak najszczuplej? Masz w głowie zestaw- marzenie, ale kiedy go na siebie zakładasz rzeczywistość dalece odbiega od wyobrażeń, bo COŚ Ci wystaje?- No to dobrze wiesz, co ja czuję i jak bardzo może to motywować do działania...
  • "Aniu znowu przytyłaś"- no dobra, takie gadanie Babci może skutecznie demotywować (szczególnie do spotkań z seniorką rodu), szczególnie kiedy słyszy się to na każdym spotkaniu, ale za to "Nooooo, schudłaś!" to najlepsza nagroda za zakwasy:)
A co Was motywuje? A może dopiero szukacie dla siebie inspiracji do działania, lub też macie to głęboko w dupie i zajadacie się właśnie chipsami? Podzielcie się ze mną swoją opinią:)


Ps. Uwielbiam Was, moi Czytelnicy, bo widzę, że choć nie jest Was tu sporo, to jesteście tu z własnej, niewymuszonej chęci i to mnie cieszy. Jeśli jednak znajdzie się wśród Was jakiś chochlik, który pragnąłby wylać troszkę jadu akurat w tym temacie, to niech sprawę przemyśli. Bo łatwo zburzyć czyjąś wiarę w siebie, trudniej ją odbudować;) Na szczęście, nie znam tego z autopsji...i niech tak zostanie;)

19 komentarzy:

  1. Tak myślałam, że schudłaś. Nawet sprawdzałam wpisy wstecz bo coś mi nie grało na nowych zdjęciach. Gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeeeej! To najbardziej budujący komentarz, jaki ktoś mi mógł napisać!:) Serio! Byłam przygotowana raczej na te typu: "Eeee? Schudłaś?!:O Nie widać..." A tu jednak;) Wrzucam Twój komentarz do moich motywacji;)

      Usuń
    2. mnie motywują zwycięstwa ludzi starszych i większych ode mnie. skoro ta pani po 50tce mogła schudnąć 15 kg, to mi się nie uda tych 7?(mam 20 lat!)

      Żużu a jak twoja walka,ile udało Ci się zrzucić? Po zdjęciach od pewnego czasu widać, że jest Cię mniej :)

      Usuń
  2. Mnie motywuje tylko jedna rzecz...efekty! To, że widzę zmiany w moim ciele- mięśnie, jędrną skórę, to że słyszę "widać że ćwiczysz", czy "wysmuklałaś".
    Ale tak żeby była jasność- nie odchudzam się, po prostu od 1,5 roku regularnie chodzę na siłownię, zamiast windy wybieram schody, nie "podjeżdżam" autobusem jednego czy dwóch przystanków tylko idę piechotą- i tak mi to weszło w krew, że nie jest żadnym wyrzeczeniem. A najcudowniejszy w tym wszystkim jest fakt, dobrego samopoczucia!

    Pozdrawiam i życzę powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wymieniłaś racjonalne argumenty , zdrowe odżywianie to moje hobby ostatnio , też chcę ładnie wyglądać , ale ostatnio za bardzo się zagalopowałam z tym i na chwilę odpuszczam , daje sobie luz bo przegięłam .
    ps. zazdroszczę Ci emigracji , ja nie znoszę tego kraju ale trzyma mnie tu zobowiązanie wobec bliskich

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze, by Ci się udało dobrnąć do celu :) I tak odniosłaś sukces, ponieważ zaczęłaś się zmieniać, bo wiadomo, że najciężej jest cokolwiek rozpocząć. Ciągłe argumenty "od jutra", "nie mam czasu", "pada", "za gorąco" - to tylko marne wymówki. Najważniejsze wziąć się w garść i znaleźć ogromną motywację :) Ja już ją odnalazłam, gdy przeglądałam zdjęcia na tumblrze oraz gdy zobaczyłam jedną dziewczynę z mojego liceum. Była taka grubiutka (choć miała talię, ale tyłek pakowała do mojej szafki praktycznie), a po miesiącu strasznie wyszczuplała. To zmobilizowało mnie do działania. Życzę dalszych motywacji i postępów w zdrowym żywieniu. Trzymaj się cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki:) Ja mam odwrotny problem, jem, jem, jem i chudnę ze stresu.

    U mnie małe rozdanie, zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też kiedyś zauważyłam, że nagle ubrania zaczęły być dziwnie opiete ;) i to mnie zmotywowalo. Nie cwiczę specjalnie dużo, ale w miarę regularnie. Poza tym całkowicie zrezygnowalam z pieczywa.
    Najtrudniej jest zacząć. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze to się nie odchudzać, a zmienić nawyki żywieniowe i wprowadzić sporo ruchu. Lepiej powoli ale trwale niż szybko i z efektem jojo.

    Powodzenia :)
    Możesz zajrzeć na Staying fit in America :)

    http://fitkarolina.blogspot.ca/



    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie! Mam nadzieję, że i ja nie odpuszczę! Kupiłam matę, i 1 trening za mną! Ledwo dałam radę i nie mogłam kroku zrobić po 20 minutach! A na kanapie też leżał taki jeden wieloryb, który jeszcze krzyczał "przynieś mi długopis z kuchni" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie największym demotywatorem są opięte koszule, rozchodzące się guziki, ciasne t-shirty- a nie mam kasy na nowe :) Dlatego buszuję po lumpeksach, choć to robiłam zawsze, ale z cen rzędu 8-30 nawet zł, przeskoczyłam na bluzki za 4 zł. Jeżeli schudnę to odzyskam nie tylko stare ciuchy, nie tylko na więcej będę mogła pozwolić sobie w lumpeksach ale i skoczy i pewność siebie. I zdrowie. Bo czasami zajadając się /same wiecie czym/ czuje się jakbym przez kilka dni miała w żołądku wielką mielącą krowe.

    To co Żuży, trzymamy się? Ja idę na samobójczy bieg po lesie :) Potem rower, chociaż niedługo u mnie skończy się taka swawola.
    Ale z roweru nie zrezygnuje.

    No nic, co jakiś czas robie małe kroczki, może teraz będzie lepiej?

    Pozdrawiam i ściskam mocno!
    Wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się trzymamy! A co!:)

      Usuń
  10. Ja zabrałam się za siebie jak moja mama (która bynajmniej nie chciałaby, żebym wyglądała jak typowa modelka, raczej aprobuje kobiece krągłości) powiedziała mi, że mogłabym trochę schudnąć. No i wzięłam się, w ciągu 2 lat schudłam 15 kg, z rozmiaru 42/44 na 36/38. I dopiero teraz powoli sobie folguję, pozwalam sobie na kolację lub na 3 gałki lodów - ale niektóre rzeczy weszły mi w nawyk, staję na wadze codziennie, i nie zjadłabym jak kiedyś całego pudełka ptasiego mleczka. Dobrze być po stronie tych wygranych - życzę wytrwałości. Ja zabieram się trochę za ujędrnianie, ale chudnąć już więcej nie zamierzam:) E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaa! Niesamowity sukces osiągnęłaś:) Gratuluję! Ja aż takich drastycznych zmian nie przewiduję, ale mam nadzieję, że mnie też uda się osiągnąć swój cel. Odchudzałaś się tylko poprzez dietę, czy z ćwiczeniami?

      Usuń
  11. Ja wiem doskonale o czym mówisz! Jeszcze kilak lat temu nosiłam rozmiar XXL. Staram się odżywiać zdrowo, stawiam na ruch - głównie dla siebie, nie dla zdrowia, jakoś lepiej się czuję, gdy troszkę się zmęczę ;d
    Zauważyłam też, że od kiedy regularnie ćwiczę (na ile mój tryb życia pozwala) i powolutku, latami i miesiącami brnę do celu coraz lepiej czuję się w swoim ciele. Nawet komentarze - jesteś gruba, Twoje nogi są ohydne i pełne tłuszczu mnie nie ruszają, bo wiem, ze ciężko na nie pracowałam - wspaniałe uczucie ;d
    Teraz sama chcę się zabrać za treningi z Ewą, mam nadzieję, że w lipcu mi się uda zacząć ;d
    A co mnie motywuje? Po pierwsze zdrowie, bo od kiedy postawiłam na zdrowy tryb życia zniknęło sporo z moich problemów - pilnuję posiłków i odpowiedniej dawki wody więc - nie mdleję przy każdej okazji i nie chodzę odwodniona.
    Po drugie w końcu jestem w stanie założyć na siebie spodnie, zarówno te długie jak i krótkie.. nawet jak moje nogi wyglądają w nich jak szynka to wiem, że to ja na tę szynkę zapracowałam i to mnie cieszy.

    Gratuluję Ani! :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Tylko jak wprowadzić racjonalne żywienie?! Mas jakiś plan? Ja ćwiczę już od dłuższego czasu i waga leci ale chciałabym zapanować na prawidłowym jedzenie. Tutaj nie chodzi o słodycze bo umiem sobie odmówić czy fast foody. Tylko o, to że moje obiady nie są wartościowe bo nie mam czasu na gotowanie czy stworzenie odpowiedniego śniadania czyli ciągłe jedzenie w biegu:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie tu jest największy problem...Też go mam, bo raz wstaję o 9, innym razem o 11, albo zaczynam dzień o 7. Jednak niezależnie od pory staram się jeść co 3 godziny. Pewnie, że mi to często nie wychodzi, ale trzeba się postarać, żeby się przyzwyczaić;)

      Usuń

to NIE jest miejsce na Twoją reklamę! Komentarze z linkami do aukcji itp. będą usuwane.

Za wszystkie inne komentarze serdecznie dziękuję=)