6 października 2013

Kosmetycznie: Kilka słów o Maybelline Color Tattoo 24Hr





 Hej!
Dzisiaj przychodzę do Was z pierwszym (po dłuuugiej przerwie) postem kosmetycznym. Nie ukrywam, że od jakiegoś czasu mam totalnego hopla na punkcie kosmetyków, szczególnie kolorowych, dlatego postanowiłam dzielić się z Wami swoim "hobby" ;) Dajcie koniecznie znać co myślicie o tego typu postach. Czy może lepiej byłoby założyć nowego bloga poświęconego tylko tej tematyce?

Będąc w Polsce postanowiłam zaszaleć zakupowo i skupiłam się na kolorówce, która w Szwecji jest kilkukrotnie droższa, niż w naszym kraju. Większość rzeczy dopiero do mnie dotrze, ale chciałabym podzielić się z Wami tym, co ze mną przyjechało. Między innymi popularne już kremowe cienie firmy Maybelline Color Tattoo. Z tego, co zauważyłam na blogach to brązowe odcienie święcą triumfy. Ja jednak zdecydowałam się na biel i czerń, dlaczego? Stwierdziłam, że będą się one świetnie sprawdzać w roli baz pod mocniejsze i bardziej kolorowe makijaże. W zależności od tego, którego koloru użyjemy jako bazy, nasz cień zyska na głębi, lub pięknie się rozjaśni. Przez choróbsko, które przywlekłam ze sobą z Polski, nie miałam okazji jeszcze sprawdzić ich w akcji, ale już nie mogę się doczekać makijażowych eksperymentów. Przedstawię Wam ich możliwości na tzw. swatch'ach. Myślę, że zdjęcia wiernie oddają wszystkie kolory.

Moje pierwsze wrażenia:
Cienie zamknięte są w estetycznych,masywnych, szklanych słoiczkach. Każdy z nich ma pojemność 4g, a ich data ważności to 24 miesiące od momentu otwarcia. Cieszy mnie fakt, że słoiczki zabezpieczone są folią, dzięki czemu wiemy, czy ktoś przypadkiem nie majstrował przy naszym produkcie. Designerzy wykazali się sprytem i zaprojektowali opakowania tak, aby wydawało się, że dostajemy przynajmniej 3 razy tyle produktu, ile jest w rzeczywistości;) Można się na to nabrać (zresztą to częsty zabieg, jeśli chodzi o kosmetyki), ale i tak cienie wydają się być bardzo wydajne.
    Nie mogę wypowiedzieć się na temat ich trwałości. Jedni są zachwyceni, inni narzekają, że po kilku godzinach cień roluje się na powiece. Mam nadzieję, że u mnie się sprawdzą i spełnią swoją rolę.
   Cena: Kupiłam je dosłownie kilka dni temu na przecenie w Rossmannie i kosztowały wtedy ok.15zł. Cena regularna to ok. 25zł i tyle bym za nie raczej nie dała (chyba, że okażą się jakimś niesamowitym odkryciem, ale i tak warto czekać na promocje).

Pierwszy kolor, na jaki się zdecydowałam, to 45- Infinite White. Jest to biały cień, który pięknie odbija światło. Zapewne świetnie sprawdzi się w roli rozświetlacza do wewnętrznego kącika oka, a dobrze roztarty na całej powiece, pięknie odświeży spojrzenie w makijażu dziennym. Dla mnie, tak jak już wspomniałam, ma służyć głównie jako baza pod kolorowe makijaże.



 Cień o nazwie 60- Timeless Black ma na prawdę głęboki kolor, bez żadnych dodatków, niepotrzebnych drobinek. Czysty węgiel. Fajnie sprawdza się w roli eyelinera. Jestem fanką kresek robionych cieniami, dlatego chętnie z niego korzystam i świetnie się sprawdza.


Tak prezentują się cienie na skórze. Oczywiście można osiągnąć mocniejszy efekt, ale zależało mi, aby pokazać Wam je właśnie w roli bazy, jak świetnie zmienia się odcień jednego koloru.


 Do moich eksperymentów użyłam jednego z moich nowych cieni Inglot. Od praktycznie roku używam cieni tylko tej firmy i jestem w stanie zdradzić je tylko z paletkami Sleek'a.

 Kolor jest przepiękny i wybrałam go z myślą o szaleństwach karnawałowych. Sam, biedaczek, nie radzi sobie jednak zbyt dobrze i jest troszeczkę...transparentny... Zobaczmy jednak czy nasze Color Tattoo pomogły mu odzyskać kolor.

 Jak widzicie, cień pozostawiony sam sobie jest prawie niewidoczny. Aby uzyskać efekt Wow! musiałabym się nieźle namęczyć a i tak nie jestem pewna sukcesu. Zobaczcie jak zmienia się ze wstydnisia w króla koloru dzięki pomocy naszych kremowych przyjaciół;)

Tadaamm! I co myślicie? Macie może swojego faworyta w kolekcji Color Tattoo, kompletnie Was one nie interesują, a może właśnie wkładacie buty i lecicie do najbliższego Rossmanna? Dajcie koniecznie znać, jakie jest Wasze zdanie na ich temat. A także proszę Was o pomoc w podjęciu decyzji. Posty kosmetyczne tutaj, czy może oddzielny blog?

Buziaki, Żużu:)

8 komentarzy:

  1. dziś oglądałam te cienie w słoiczku, zastanawiałam się nad odcieniem beżowym ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo ja żałuję, że nie zdecydowałam się też na brąz, jest przepiękny!

      Usuń
  2. Bardzo przydatny post, właśnie oglądałam te cienie w Rossmannie i teraz się pewnie zdecyduję. Jako ze maluję się raz na ruski miesiąc, pewnie mi starczą do końca okresu przydatności :) Ten test z bazą pod kolorowy cień wygląda znakomicie. Liczę na to, że pokażesz, jak wygląda makijaż nimi zrobiony.
    Czy zakładać oddzielny blog - ja na swoim wrzucam wszystko, po części dlatego, ze nie chce mi się zakładać i ogarniać kilku blogów, ale też nie widzę w tym większego sensu, bo lubię robić różne rzeczy po trochu i to też znajduje odbicie w moim blogu. Nie jest już od dawna monotematyczny, lubię róznorodnosć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój post Ci się spodobał:) Masz rację, fajnie jest tworzyć jedno miejsce, gdzie dzielę się wszystkim, co mnie interesuje:)

      Usuń
  3. Zastanawiałam się, jak uzyskać mocniejszy odcień moich 'transparentnych' kolorowych cieni. Teraz już wiem, dziękuję :). Sko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam pomóc:) Na codzień pod każdy makijaż oczu stosuję bazę. Nie wyobrażam sobie bez niej makijażu, bo nie dość, że cienie dłużej się trzymają, to jeszcze są bardziej intensywne:)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. jak dla mnie infinite white zdecydowanie

      Usuń

to NIE jest miejsce na Twoją reklamę! Komentarze z linkami do aukcji itp. będą usuwane.

Za wszystkie inne komentarze serdecznie dziękuję=)